Augustyn Czyżowicz – fotograf amator, urodzony na dawnych Kresach Wschodnich. Ponad 2500 fotografii wykonanych przez niego w latach 1956-1960 i w latach 80. stanowi świadectwo codziennego i odświętnego życia mieszkańców dolnośląskich wsi, między innymi Brzózki, Trzcinicy Wołowskiej, Głębowic, Stryjna, Leopoldowa, Białkowa. W Brzózce koło Wołowa, gdzie mieszka od 1946 roku, Czyżowicz prowadzi także własne muzeum, ulokowane w zaadaptowanej na ten cel stodole. Prezentuje w nim fotografie, dokumenty i przedmioty związane głównie z historią Galicji. Szeroko zakrojona, głównie dokumentacyjna aktywność Czyżowicza ukazuje przede wszystkim kluczową rolę pamięci dla tożsamości kulturowej, jest też swego rodzaju pomostem łączącym dawne Kresy Wschodnie i Dolny Śląsk, który po II wojnie został zasiedlony przez licznych Kresowian zmuszonych do porzucenia swoich rodzinnych terytoriów.

Sąsiadowice – twierdza polskości

Augustyn Czyżowicz urodził się w 1939 roku w Sąsiadowicach koło Sambora w województwie lwowskim. Duża, długa na 7 km wieś w tym czasie zamieszkana była głównie przez ludność polską. Zdecydowaną mniejszość sąsiadowickiej społeczności stanowili Żydzi. Wspominając po latach miejsce swojego urodzenia, Czyżowicz nazywa je zatem nie bez podstaw „twierdzą polskości” ” i ściśle wiąże z katolicyzmem. Katolicka wiara skupiała się w Sąsiadowicach wokół wzniesionego na Górze Łaskawej kościoła, w którym znajdowała się otoczona kultem płaskorzeźba św. Anny oraz sąsiadującego z nim klasztoru Karmelitów Trzewiczkowych. Ramy życia społecznego wsi nakreślały także inicjatywy takich instytucji i stowarzyszeń, jak Dom Ludowy, straż pożarna, Towarzystwo Sokół. Organizowano spotkania, zabawy. Codzienność wypełniona pracą i prozaicznymi czynnościami splatała się tu z odświętną, pełną celebry, tradycyjną obrzędowością.

img104 (2)Pamięć człowieka i rzeczy

Kresowe Sąsiadowice pozostają do dziś dla Augustyna Czyżowicza swoistym punktem odniesienia wielu działań i tożsamościowych deklaracji. To właśnie im w znacznej części poświecił swoje muzeum, ulokowane w specjalnie na ten cel zaaranżowanej stodole. Niezmiennie od kilkudziesięciu lat pielęgnuje pamięć o historii rodzinnej, eksponując fotografie z lat 30. XX w., dokumenty, a przede wszystkim przedmioty, przewiezione po II wojnie światowej z Sąsiadowic do dolnośląskiej Brzózki. Oprowadza po swoim muzeum wszystkich zwiedzających, opowiadając związane z rzeczami historie, pokazując sprzęty rolnicze, rzemieślnicze narzędzia, pamiątki rodzinne. Tym samym utrwala wyidealizowany we wspomnieniach, nostalgiczny obraz, a może wręcz mit, kresowej wsi.

 

 

Przedwczesna dorosłość

Tak szczególne przywiązanie do miejsca narodzin może być zaskakujące, zważywszy, że Augustyn Czyżowicz spędził w Sąsiadowicach zaledwie siedem lat życia. Były to przy tym lata, które obfitowały w tragiczne wydarzenia. Ścierające się w pobliżu Sąsiadowic fronty skutkowały obecnością we wsi kolejno wojsk radzieckich, niemieckich, a także polskiej partyzantki. Wojna wywoływała nieodwracalne zniszczenia. Tamten czas pozostawił w dziecięcej pamięci Czyżowicza okrutne obrazy: leje po bombach, zniszczony dach rodzinnego domu, zmieniające kryjówki rodziny w wielu piwnicach. Przywołując emocje związane z ówczesnymi przeżyciami, Czyżowicz konstatuje, że zbyt szybko dojrzał, bo z dorosłymi dzielił trudny los człowieka poddanego opresji w swojej małej ojczyźnie. W 1945 r., kiedy Sąsiadowice znalazły się już na terytorium przejętym przez administrację radziecką, sześcioletni Czyżowicz rozpoczął edukację w ukraińskiej szkole, do której zapisali go rodzice – dostrzegając w tej decyzji sposób na opanowanie nadmiernie żywiołowego syna, a tym samym na zapewnienie mu bezpieczeństwa. Pamiątką po tamtym okresie jest elementarz, którego okładkę stanowi wizerunek Stalina i tekst skierowanej do niego pieśni nazywanej przez Czyżowicza „modlitwą do Stalina”.

Droga w nieznane

Kulminacją dramatycznych wydarzeń stopniowo wkraczających w życie mieszkańców Sąsiadowic stał się nakaz opuszczenia wsi, który – podobnie jak wielu innych Kresowian – otrzymał Władysław Czyżowicz wezwany w tym celu do urzędu gminy pewnego czerwcowego dnia 1946 roku. Postanowienie nie zostało zmienione pomimo złożonego podania z prośbą o „wykreślenie ze spisów repatriacyjnych”. Władysław Czyżowicz z żoną i trójką małych dzieci, wśród których był Augustyn, zostali zmuszeni do wyjazdu. To nagłe i przymusowe zerwanie więzi z rodzinnymi stronami było tym bardziej trudne, że Czyżowiczowie musieli porzucić nowy, wzniesiony w latach 30. dom, będący jednocześnie miejscem pracy Władysława – kołodzieja obsługującego społeczność wsi i jej okolic. Augustyn Czyżowicz wciąż wspomina pracę ojca przy toczeniu kół, a świadectwo jego wyzwolenia z nauki w roku 1923 oraz kołodziejski warsztat przewieziony na Dolny Śląsk eksponuje w swoim muzeum.

Czyżowiczowie wyjeżdżali z Sąsiadowic w wagonie towarowym, z niewielkim dobytkiem. Ze sobą, na drogę w nieznane, zabrali osobiste pamiątki, podstawowe produkty żywnościowe, żniwiarkę, nieco rzeczy z gospodarstwa domowego – wśród nich łóżko, które prawdopodobnie było częścią wiana, jakie matka Augustyna Czyżowicza wniosła do małżeństwa, oraz warsztat kołodziejski. Podróżowały z nimi także zwierzęta, zapewne krowy. W przechowywanej przez Augustyna Czyżowicza karcie ewakuacyjnej odnotowano je, jako „dwie rogacizny”. Podróż na ziemie zachodnie trwała ok. dwóch tygodni.

Brzózka

Transport z osadnikami dotarł do Wińska na Dolnym Śląsku, skąd rodzina Czyżowiczów przejechała do Brzózki (wówczas noszącej nazwę Potok), gdzie już wcześniej dotarł stryj Augustyna. Początkowo zamieszkali w jednym budynku z niemiecką rodziną, która w lutym 1947 roku została wysiedlona.

W Brzózce przyszły fotograf wzrastał, zdobywając życiowe doświadczenie w towarzystwie swoich rówieśników. Uczył się w szkole w pobliskim Stryjnie, obserwował, jak nowi osadnicy zagospodarowują wieś, rozpoczynają prace polowe, remontują domy, organizują Państwowe Gospodarstwo Rolne, początkowo wyposażone w dwa traktory, a także lokomobile i dynamo, za pomocą których wytwarzano prąd. Tamten czas zapamiętał jako swoiste zwycięstwo życia nad śmiercią, czas masowych wręcz narodzin. Jego ojciec skrupulatnie odnotowywał wszystkie wydarzenia, jakie stawały się udziałem wiejskiej społeczności w specjalnych zeszytach – kronikach. Współpracował także z Instytutem Hydrologiczno-Meteorologicznym, wysyłając tam arkusze „obserwatora fenologicznego”. Uczył się przy tym esperanto, nawet pasąc krowy – był człowiekiem, który miał w sobie potrzebę zdobywania wiedzy i dokumentowania upływającego czasu. Augustyn Czyżowicz stał się niewątpliwie godnym następcą ojca.

img169 (2)Belfoca

W 1956 roku, kiedy Augustyn Czyżowicz miał już siedemnaście lat, pojechał z ojcem do Wrocławia i tam kupili średnio formatowy aparat niemiecki marki Belfoca. Od pierwszego zdjęcia, które Augustyn wykonał jeszcze we Wrocławiu, rozbudziła się w nim wielka pasja dokumentalisty. Zaczął pełnić rolę lokalnego fotografa, a był to czas, gdy aparat fotograficzny, zwłaszcza na wsi, stanowił swego rodzaju dobro luksusowe. Czyżowicz ze swoim aparatem uczestniczył zatem we wszystkich ważnych momentach społeczności własnej i okolicznych wsi, stał się swoistym kronikarzem wiejskiej wspólnoty. Zapraszano go w ważnych, wymagających upamiętnienia momentach, ale też w momentach prywatności, zabawy, niezobowiązujących spotkań. Fotografował uroczystości pierwszych komunii świętych, uroczystych zakończeń roku szkolnego, procesji Bożego Ciała, pielgrzymek, chrztów, zaślubin, obrzędów, śmierci i pogrzebów. W jego zbiorze fotografii odnaleźć można wiele portretów: dzieci, uczniów, żołnierzy, wiejskich gospodarzy, wielopokoleniowych rodzin, kawalerów i panien, ludzi w towarzystwie zwierząt i z rzeczami jako atrybutami społecznego statusu. Czyżowicz jako fotograf przyglądał się obiektom swojej dokumentacji z wyraźnym zaciekawieniem i dociekliwością, a niekiedy z czułością. Ta bliska relacja przekładała się na końcowy efekt – fotografie bywają zaopatrzone w autorski komentarz, uwieczniają wzruszenia niedostępne postronnym obserwatorom. Czyżowicz podkreśla wielokrotnie swoją wszechobecność, możliwości stworzone przez aparat, powtarza, że w tamtych czasach „cała okolica należała do mnie”. W latach 1956-1960, a następnie w latach 80. dokumentował życie społeczności: Brzózki, Turzan, Głębowic, Smogorzowa, Trzcinicy, Rudaw, Wińska, Staszowic, Leopoldowa i wielu innych miejscowości.

Kroniki, wystawy

Wzorem swojego ojca Augustyn Czyżowicz także prowadził kronikę, w której dokumentował życie wsi, a po założeniu rodziny rozpoczął także gromadzenie rzeczy, głównie tych, które do Brzózki trafiły z Sąsiadowic. W tej pasji wspierał go mieszkający w pobliskiej Trzcinicy Wołowskiej przyrodnik i ornitolog Krzysztof Konieczny. To on właśnie namówił Czyżowicza do zorganizowania wystawy „Śladami ojców naszych. Wystawa kresowa w Dolinie Łachy”, a także oczyścił i zabezpieczył negatywy jego fotografii. W latach 2008-2010 w Brzózce i innych wsiach, w ramach projektu „Dolnośląskie Miejsca Pamięci”, badania prowadzili naukowcy z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego. Sfinalizowało je opracowanie Śladami fotografii Augustyna Czyżowicza. Album z doliny Łachy. Dzięki niemu w 2014 roku do Augustyna Czyżowicza dotarli pracownicy Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu, aby rozpocząć rozmowy o zakupie negatywów fotografii. W 2015 roku wprowadzono je do muzealnego inwentarza i równolegle rozpoczęto przygotowanie wystawy „Augustyn Czyżowicz. Taka była rzeczywistość…”


Opracowano na podstawie:

  1. Śladami fotografii Augustyna Czyżowicza. Album z doliny Łachy, red. I. Topp, M. Barbaruk, P. Fereński, K. Konieczny, Wrocław 2011.
  2. A. Combik, Zegar stanął w Brzózce [online], „Gość Wrocławski” 24.07.2014, dostępny w Internecie: http://gosc.pl/doc/2093379.Zegar-stanal-w-Brzozce/2 [dostęp: 06.04.2016].
  3. M. Mazuś, Przesiedleniec z kresów tworzy muzeum własnej wsi [online], „Polityka” 18.12.2012, dostępny w Internecie: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1533823,1,przesiedleniec-z-kresow-tworzy-muzeum-wlasnej-wsi.read, [dostęp 06.04.2016].